Poniedziałek,
jak ją nie lubię poniedziałków. No bo pomyśleć na ludzki rozum, to są one
niepotrzebne. Po kilku nieudanych staraniach w końcu wyszłam z mojego ciepłego
łóżka. Leniwie poszłam do łazienki. Wzięłam szybciutki i zimny prysznic oraz
załatwiłam potrzebę fizjologiczną. Umyłam jeszcze zęby i poczłapałam do mojego
pokoju. Stanęłam przed szafą i zaczęłam się modlić. W końcu wybrałam ten
zestaw.
Zadowolona z
wyboru ubrałam się w uszykowany strój oraz rozczesałam dokładnie moje blond
włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Zeszłam do kuchni, w której jak zwykle nie
było żywej duszy. Zrobiłam robiłam sobie płatki z mlekiem i zaczęłam zajadać. W
między czasie zadzwonił Louis. Nie wiem czemu, ale od jakiegoś czasu zaczęłam
się z nim bardziej kumplować. Był nawet spoko. No i jako jedyny znał moją
tajemnicę. A nawiązując do Cary, to Louis ją cały czas bije, a za tydzień jej
życie się skończy. W szkole już wszyscy o niej zapomnieli, a Louis ma już nowa
dziewczynę. Haha takiego plastika z 3b. A na dodatek dołączył do gangu. Z tą
myślą wyszłam z domu i pokierowałam się w stronę szkolnego placu. Byłam tam po
kilku minutach. Zauważyłam Megi więc do niej podeszłam i dałam buziaka w
policzek na powitanie. Zaczęliśmy rozmawiać i tak nam zleciało do dzwonka na
lekcje. Jak na złość nauczycielka wzięła mnie do odpowiedzi z I Wojny
Światowej. Na szczęście coś tam umiałam więc dostałam ocenę bardzo dobrą. Byłam
z siebie dumna. I tak zleciał mi cały dzisiejszy
dzień w szkole. Wychodząc że szkoły od mojej twarzy odbiło się świeże
powietrze. Ujrzałam wystraszone miny wszystkich obecnych na placu. Skierowałem
wzrok i mnie zamurowało. Stał tam cały mój gang. Próbowałam odszukać Louisa.
Stał obok ławek i patrzył na nich. Po cichu się do nich podśmiechiwał. Nagle
dostałam SMS- a. Wyjęłam mojego białego IPhona i odczytałam wiadomość. Była ona
od Zayna:
,, No
witam! Odwieźć cię do domu? "
Ją mu
odpisałam:
,,Haha...
bardzo śmieszne! Idziemy dziś na
imprezę? "
Zauważyłam,
że szef wyciąga telefon i odczytuje wiadomość. Pokazuje ją reszcie, a oni kiwają głowami. Mruknął do
mnie i Lou po kryjomu, znak potwierdzenia i wsiedli na motory. Wszyscy
odetchnęli z ulgą i powrócili do swoich obowiązków. Ja poszłam do domu. Tam zjadłam obiad i
zrobiłam zadania domowe. Potem założyłam to:
i pojechałam
do domu moich przyjaciół. Louis już chyba tam był, ponieważ stał jego samochód.
Wyszłam do domu i usłyszałam krzyk. Dochodził on z salonu, dlatego skierowałam
się w jego stronę. Byli tam wszyscy łącznie z Carą. Miała ona pistolet
przystawiony do głowy. Zdziwiłam się tym widokiem i trochę poruszyłam. Byłam
wściekła za zachowanie moich przyjaciół. Siedzieli oni na kanapie i fotelach i
śmiali się z najlepsze. Po chwili usłyszałam strzał. Cara leżała w kałuży krwi.
Nie mogłam na to patrzeć, dlatego wybiegłam z domu i postanowiłam nie iść z
nimi na imprezę. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do mojego domu. Przebrałam
się w to:
I
postanowiłam pójść z moim psem na spacer. Byłam naprawdę przygnębiona. To
dziwne, ponieważ nigdy się takimi rzeczami nie przyjmowałam. Nagle zadzwonił
mój telefon. Była to Lara. Odrzuciłam połączenie. Po chwili inni dzwonili,
poprzez co miałam chyba sto nieodebranych połączeń. Miałam to w dupie. Gdy
wróciłam do domu wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamę. Nauczyłam się na
kolejny dzień szkolny. Zasnęłam ...
Szłam sobie
spokojnie ulicą. Nagle się zgubiłam. Wyszłam do jakiejś nieciekawej ulicy.
Nagle ktoś włożył mi chyba worek na głowę i mnie wrzucił do jakiegoś pojazdu.
Nagle samochód się zatrzymał i zostałam z niego wyciągnięta. Nareszcie
ściągnęli mi materiał z głowy. Znajdowałam się j jakieś opuszczonej
fabryce. Dopiero teraz zobaczyłam, że
mam pistolet przystawiony do głowy. Usłyszałam strzał i upadłam na ziemię ...
***
Obudziłam
się z krzykiem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam na szczęście w moim
czerwono-białym pokoju. Dopiero teraz sprawdziłam, która godzina. Dochodziła
7:00, dlatego postanowiłam wstać i się uszykować do szkoły. Wzięłam szybki
prysznic, umyłam zęby i włosy. Poszłam do mojego pokoju i wybrałam ubrania:
I założyłam
je na siebie. Zrobiłam tradycyjnie delikatny makijaż. Włosy wysuszyłam i
związałam w luźnego warkocza na bok. Zeszłam na śniadanie. O dziwo moi rodzice
byli. Porozmawiałam z nimi chwilę. Dowiedziałam się, że wyjeżdżają na tydzień
do Polski. Jupii... chata wolna! Z tą myślą wyszłam do szkoły. Byłam tam po
dziesięciu minutach. Zauważyłam moją ,,przyjaciółkę”, która stała razem z Louisem,
plastikiem, Abbie i Jamesem. Byłam zła z
widoku szatyna. Niby nigdy nie ruszały mnie osoby, które zostały postrzelone
przez gang, ale teraz było inaczej. Wydawałoby się, że byli idealną parą.
Kochali się, to znaczy ona go kochała, on jej nie. Moje rozmyślania skończyły
się gdy przeszłam do grupki znajomych. Przywitałam się z nimi. Zaczęliśmy
rozmawiać o wszystkim i o niczym. Gdy zadzwonił dzwonek poszliśmy na lekcje.
Dziś bardzo szybko zleciały mi lekcje i nim się obejrzałem już byłam w domu.
Zjadłam pizzę i usiadłam przed telewizorem, w między czasie włączając mojego
tableta. Oglądałam jakieś nudne serialiki i serwowałam po facebooku. Nagle ktoś
zadzwonił do drzwi. Zdziwiłam się, że ktoś postanowił mnie odwiedzić, ponieważ
z nikim się nie umawiałam. Leniwie doczłapałam się do drzwi i je otworzyłam. W
progu stała Lara. Zdziwiła mnie jej wizyta, ale przypomniało mi się, że od
wczoraj nie odbieram od nich telefonów. Zapytała mnie czy może wejść.
Naturalnie się zgodziłam i już po chwili byłyśmy w salonie. Usiadłyśmy wygodnie
na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać:
- Coś się
stało? - zapytała spoglądając na mnie niepewnie.
- Właściwie
to tak...- powiedziałam- Chodzi mi o śmierć Cary...
- No i ? -
zapytała- Co w tym dziwnego?- czasami jej bezduszność mnie dobija.
- Boże! Ty nigdy nic nie rozumiesz!
- No to o co
ci chodzi? O to jak ją zabił czy co? -
nareszcie coś zrozumiała.
- No
nareszcie coś skumałaś!
- Chodzi ci
o to, że my nic nie robiliśmy jak ona
zabijał? - w tym momencie upiła łyk soku że szklanki.
- Yhym...-
pewnie zaraz zacznie prawić mi morały, że skoro jestem w gangu to powinnam się
do tego przyzwyczaić itp.
- Muszę ci
się przyznać, że też nie chciałam, tego widzieć itp., ale Zayn powiedział, że
mam przy tym być, bo jestem bandytą i muszę być na to odporna. Więc musiałam to
wiedzieć…- wytłumaczyła, a ją się uśmiechnęłam. Postanowiłyśmy iść do parku na
lody. Tak na poprawę humorków. Pobiegłam szybko do mojego pokoju się przebrać w
coś luźnego. Wybrałam to:
I zeszłam na
dół do Lary. Wyszliśmy z domu i pokierowałyśmy
się do parku. Chodziłyśmy po nim. Potem kupiliśmy sobie lody. Ja o smaku
Kinder, a Lara czekoladowe. Jadłyśmy ze smakiem. Nagle zadzwonił Lary telefon.
Jak się okazało był, to Zayn. Miałyśmy do nich iść, ponieważ. urządzają wieczór
filmowy. Powolnym krokiem skierowałyśmy się do ich domu. Po dwudziestu minutach
w końcu dotarłyśmy. Weszłyśmy do salonu
i ujrzałyśmy chłopaków rozłożonych na fotelach i kanapach. Był też Louis.
Przywitałyśmy się z nimi i usiadłyśmy pomiędzy nimi. Postanowiliśmy oglądać ,,
Kiedy dzwoni nieznajomy". Po filmie opowiedzieli mi jak to po ostatniej
imprezie Nath wypędził jakąś panienkę z domu. Śmiechu było co niemiara. Około
23:00 wróciłam do domu i od razu zasnęłam na kanapie.
***
Kolejnego
dnia obudziłam się wyspana. Nie wierzę w to!
Żebym ja Rose Jonhns- największy śpioch jest wyspany o 7:00 rano.
Zadowolona z mojego osiągnięcia poszłam do łazienki się odświeżyć. Po wyjściu
poszłam do garderoby i wybrałam ten zestaw:
Poszłam
sobie zrobić sobie coś do zjedzenia. Zrobiłam sobie lekką, owocową sałatkę z jogurtem naturalnym. Najedzona
wzięłam torbę leżąca na stole i wyszłam z domu. Pokierowałam się w stronę
budynku szkoły. Byłam tam po piętnastu minutach. No, dzisiaj coś mi się długo
szło. Dzisiaj nie zauważyłam Megi. Myślałam, że przyjdzie na jakąś inną lekcję.
Nie pojawiła się niestety. Po siedmiu nudnych lekcjach w końcu wróciłam do
domu. Zadzwoniłam do Natha. Umówiłam się z nimi na imprezę, ale tym razem ją
pojadę od razu do klubu, a oni dojadą. Zadowolona zrobiłam
sobie naleśniki i zaczęłam jeść przed telewizorem. Po zjedzonym posiłku
odrobiłam zadania domowe. W między czasie przyszła do mnie Megi po lekcje,
ponieważ nie mogła być dziś w szkole, dlatego że wyjeżdżała gdzieś że swoją
mamą. W mgnieniu oka podałam jej je i odprowadziłam do jej domu. Po powrocie
zaczęłam się szykować na imprezę. Wzięłam szybki prysznic, podczas którego
umyłam starannie włosy. Potem zrobiłam
makijaż i wysuszyłam dokładnie moje blond kudły. Uczesałam je w
wysokiego, dużego koka. Następnie
wybrałam ten zestaw:
Po ubraniu
spojrzałam na zegarek. O kurwa, zeszło mi trochę. Jest 19:00. Pośpiesznie
wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Pojechałam do klubu "Gruszka"
. Gdy weszłam do środka zaczęłam się rozglądać za moimi znajomymi. Po chwili
odnalazłam ich wzrokiem. Siedzieli oczywiście w miejscu dla vipów. Podeszłam do
nich i przytuliłam na powitanie. Zamówili mi drinka. Gdy go spróbowałam,
stwierdziłam, że jest zajebisty. I ten cudowny pomarańczowy kolor. W pewnym
momencie podszedł do mnie jakiś szatyn. Był w miarę przystojny. Poprosił mnie
do tańca. Już pi chwili wirowałam na parkiecie z tajemniczym szatynem. Nagle
zadał mi pytanie:
- To ty
jesteś ta dziewczyną z tego niebezpiecznego gangu?
- A co ciebie
to obchodzi? - zapytałam wrednie.
- Czyli
jesteś...- odpowiedział pewnie.
- A co ty masz do tego? - wściekłam się.
- No bo
mówili, że jesteś znakomitym kierowcą i jesteś śliczna- powiedział z uśmiechem.
- Yhym...
kto ci takich rzeczy na opowiadał?- spytałam.
- Kumpel-
odpowiedział.
- Jaki?
-Nieważne,
muszę już lecieć papa!- zniknął gdzieś w tłumie. Przeklęłam tylko pod nosem i
wróciłam do stolika.
- I jak tam
twój podrywacz? - zapytał rozbawiony Tom.
-
Haha... ale śmieszne! - zaśmiałam się.
- Ejj, a tak
a propos on wiedział, że ją jestem w gangu.- powiedziałam niepewnie.
- Ale jak
to? - zapytał zdziwiony Zayn.
- No nie
wiem, ale wiedział. Jak mu się spytałam skąd wie, to powiedział, że mu kumpel
powiedział...- powiedziałam niepewnie.
- A zostawmy
tą sprawę i chodźmy tańczyć! - krzyknęła napita Lara. Zaczęliśmy tańczyć. Około
4:00 nad ranem pojechaliśmy do domu gangu, gdzie zmęczeni położyliśmy się do
swoich łóżek. Nie wiedzieliśmy o naszym "gościu", którego
przyprowadził Nathan.
***
Kolejnego
dnia, gdy spojrzałam na zegarek to mnie zamurowano. Była już prawie 11:00.
-Spóźniłam
się do szkoły!- była to pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy. Postanowiłam
iść się ubrać i uczesać, ponieważ na pewno wyglądam jak widmo. Poszłam do łazienki i umyłam twarz oraz zęby.
Potem załatwiłam potrzebę fizjologiczną oraz wyprostowałam włosy. Potem
pomalowałam rzęsy tuszem i ubrałam moje szare dresy oraz czarną koszulkę Toma,
którą kiedyś mi pożyczył. Zadowolona z mojego wyglądu zeszłym na dół, do
kuchni. Ujrzałam tam cały gang, łącznie z Lou i jakąś brunetką. Powiedziałam
wszystkim "hej" . Nagle Tom krzyknął.
- Osz ty
świnio, to ty masz moją koszulkę! Wiesz ile ja jej szukałem!
- Ojj
kochanie wybacz mi!- krzyknęłam i go przytuliłam. Na ucho mu szepnęłam:
- I tak jej
nie dostaniesz z powrotem. .. - odsunęłam się od niego i chytrze uśmiechnęłam.
Tom tylko pokiwał śmieszne głową i spojrzał na resztę. Chichrali się z nas
wszyscy oprócz dziewczyny. Moja ciekawość wzięła górę:
- Kto to
jest? - spytałam.
- Nowa
panienka Nathana.- odpowiedziała mi Lara.
- Acha? - zdziwiłam się, ponieważ zawsze laski z nocy
wygania z chaty.
- A ty
co, nie jesteś w szkole? - zapytał
rozbawiony Tommo.
- Miałam
ciebie o to samo zapytać! - odpowiedziałam wystawiając mu język.
- Oj
nieładnie! Chyba wam uwagi wstawię ! -
krzyknął Zayn.
- Przecież
ją jestem taka grzeczna!- zrobiłam smutną minkę. Nagle usłyszałam głos
brunetki:
- Kochanie,
odwieziesz mnie do domu? - zapytała, a ją nie wytrzymałam, wybuchłam
śmiechem. Wszyscy się na mnie spojrzeli
i też zaczęli się śmiać. Damulka była rozkojarzona całą sytuacją. Po chwili
odezwał się Nath:
- Chyba
ciebie pojebało! Wynocha z domu! Wypierdalaj! - krzyknął. Dziewczyna poszła do
drzwi wejściowych, otworzyła je, wyszła i mocno nimi trzasła. Zaczęliśmy jeść
śniadanie. Po skończonym posiłku musiałam jechać do domu. Pożegnałam się że
wszystkimi i odjechałam. W domu odrobinkę posprzątałam. Potem wyruszyłam do
domu Megi po lekcje. Gdy mi je podała chwilkę porozmawiałyśmy i wróciłam do
domu. Spakowałam torbę z książkami na jutro i zaczęłam oglądać ,,Titanica",
który akurat leciał w telewizji. Gdy się skończył poszłam do łazienki, a potem
spać!
***
Piątek, jak
ja kocham piątek. Po pierwsze, moje wyścigi, po drugie, weekend, po trzecie
imprezy i wszystko co najlepsze. Zadowolona wyskoczyłam z mojego cieplutkiego łóżeczka
i pomaszerowałam do łazienki. Szybki i zimny prysznic to było to. Potem umyłam
starannie moje zęby i poszłam wybrać strój na dzisiejszy dzień. Po długiej modlitwie przed szafą w końcu
zdecydowałam się na to:
Zjadłam
szybko banana i poszłam do szkoły.
Lekcje minęły w miarę szybko. Do domu wróciłam po 12:00, dlatego że nie było
nauczycielki od matematyki. Zjadłam zrobioną przeze mnie sałatkę grecką. Potem
zrobiłam zadania domowe i wyszłam na facebooka, twittera i sama. Popisałam
chwilkę że znajomymi i zaczęłam przygotowywać się do wyścigu. Wybrałam to:
Zrobiłam
mocny makijaż, a wpisy wyprostowałam. Wyszłam z domu i pokierowałam się w
stronę mojego czerwonego lamborghini. Wsiadłam do niego i pojechałam do domu.
Chłopacy poszli sprawdzić mój samochód, a ja w tym czasie razem z Larą
oglądałyśmy filmy w telewizji. Po godzinie przyszli i powiedzieli, że możemy
już jechać. Wsiedliśmy do aut i pojechaliśmy na miejsce wyścigu. Gdy wysiadłam
z auta wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. No tak, przecież jestem królową wyścigów. Podpisałam kilka autografów i ruszyłam w
stronę mojego przeciwnika. Był nim James McGuoned czyli człowiek, który jest
zwykłym gównem w porównaniu do mnie. Po chwili sędzia krzyknął, abyśmy wsiedli do aut. Po chwili zaczął
obliczać... 3...2...1... START.! Nasze auta ruszyły. Na początku dałam mu fory, ale potem
przyspieszyłam, poprzez co zostawiłam po sobie tylko kurz. Na mecie byłam
oczywiście pierwsza. Zadowolona z tego, że wygrałam pobiegłam do mojego gangu.
Zaczęli mi składać gratulacje. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie cały czas
obserwował. Zaczęłam się rozglądać, aż w końcu zauważyłam wysokiego,
wytatuowanego chłopaka z burzą loków na głowie.
Zaczął kierować się w moja stronę.
Po chwili stał tuż obok mnie. Przywitał się z Louisem uściskiem
przyjacielskim, jakby się znali od lat. Po chwili podszedł bliżej mnie i się
odezwał:
- Ty, ja za
tydzień wyścig wszechczasów.
- Po pierwsze
powiedz kim jesteś! - powiedziałam wrednie.
- Harry
Styles- odezwał się, a mi kopara opadła. Przecież to jest znakomity kierowca i
niebezpieczniejszy chłopak w Londynie.
- No
nareszcie ktoś z kim mogę się zmierzyć- odpowiedziałam z uśmiechem.
- No to
nara! - powiedział i puścił m oczko. Ja przewróciłam teatralnie oczami. W tym
czasie Styles powiedział do Tomlinsona ,, To co niedługo się widzimy" .
Szatyn odrzekł mu krótkie ,,tak" i
tak skończyła się ich rozmowa. Potem była impreza. I tak cały weekend.
No i jest rozdział. Sory za opóźnienie, ale problemy techniczne :)
Pozdrawiam!
M.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz