sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 3

Poniedziałek, jak ją nie lubię poniedziałków. No bo pomyśleć na ludzki rozum, to są one niepotrzebne. Po kilku nieudanych staraniach w końcu wyszłam z mojego ciepłego łóżka. Leniwie poszłam do łazienki. Wzięłam szybciutki i zimny prysznic oraz załatwiłam potrzebę fizjologiczną. Umyłam jeszcze zęby i poczłapałam do mojego pokoju. Stanęłam przed szafą i zaczęłam się modlić. W końcu wybrałam ten zestaw.
Szkolno :)

Zadowolona z wyboru ubrałam się w uszykowany strój oraz rozczesałam dokładnie moje blond włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Zeszłam do kuchni, w której jak zwykle nie było żywej duszy. Zrobiłam robiłam sobie płatki z mlekiem i zaczęłam zajadać. W między czasie zadzwonił Louis. Nie wiem czemu, ale od jakiegoś czasu zaczęłam się z nim bardziej kumplować. Był nawet spoko. No i jako jedyny znał moją tajemnicę. A nawiązując do Cary, to Louis ją cały czas bije, a za tydzień jej życie się skończy. W szkole już wszyscy o niej zapomnieli, a Louis ma już nowa dziewczynę. Haha takiego plastika z 3b. A na dodatek dołączył do gangu. Z tą myślą wyszłam z domu i pokierowałam się w stronę szkolnego placu. Byłam tam po kilku minutach. Zauważyłam Megi więc do niej podeszłam i dałam buziaka w policzek na powitanie. Zaczęliśmy rozmawiać i tak nam zleciało do dzwonka na lekcje. Jak na złość nauczycielka wzięła mnie do odpowiedzi z I Wojny Światowej. Na szczęście coś tam umiałam więc dostałam ocenę bardzo dobrą. Byłam z siebie dumna.  I tak zleciał mi cały dzisiejszy dzień w szkole. Wychodząc że szkoły od mojej twarzy odbiło się świeże powietrze. Ujrzałam wystraszone miny wszystkich obecnych na placu. Skierowałem wzrok i mnie zamurowało. Stał tam cały mój gang. Próbowałam odszukać Louisa. Stał obok ławek i patrzył na nich. Po cichu się do nich podśmiechiwał. Nagle dostałam SMS- a. Wyjęłam mojego białego IPhona i odczytałam wiadomość. Była ona od Zayna:
,, No witam!  Odwieźć cię do domu? "

Ją mu odpisałam:
,,Haha... bardzo śmieszne!  Idziemy dziś na imprezę? "

Zauważyłam, że szef wyciąga telefon i odczytuje wiadomość. Pokazuje ją  reszcie, a oni kiwają głowami. Mruknął do mnie i Lou po kryjomu, znak potwierdzenia i wsiedli na motory. Wszyscy odetchnęli z ulgą i powrócili do swoich obowiązków.  Ja poszłam do domu. Tam zjadłam obiad i zrobiłam zadania domowe. Potem założyłam to:
v/d//awQGb///
i pojechałam do domu moich przyjaciół. Louis już chyba tam był, ponieważ stał jego samochód. Wyszłam do domu i usłyszałam krzyk. Dochodził on z salonu, dlatego skierowałam się w jego stronę. Byli tam wszyscy łącznie z Carą. Miała ona pistolet przystawiony do głowy. Zdziwiłam się tym widokiem i trochę poruszyłam. Byłam wściekła za zachowanie moich przyjaciół. Siedzieli oni na kanapie i fotelach i śmiali się z najlepsze. Po chwili usłyszałam strzał. Cara leżała w kałuży krwi. Nie mogłam na to patrzeć, dlatego wybiegłam z domu i postanowiłam nie iść z nimi na imprezę. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do mojego domu. Przebrałam się w to: 
nnuuJ/K
I postanowiłam pójść z moim psem na spacer. Byłam naprawdę przygnębiona. To dziwne, ponieważ nigdy się takimi rzeczami nie przyjmowałam. Nagle zadzwonił mój telefon. Była to Lara. Odrzuciłam połączenie. Po chwili inni dzwonili, poprzez co miałam chyba sto nieodebranych połączeń. Miałam to w dupie. Gdy wróciłam do domu wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamę. Nauczyłam się na kolejny dzień szkolny. Zasnęłam ...


Szłam sobie spokojnie ulicą. Nagle się zgubiłam. Wyszłam do jakiejś nieciekawej ulicy. Nagle ktoś włożył mi chyba worek na głowę i mnie wrzucił do jakiegoś pojazdu. Nagle samochód się zatrzymał i zostałam z niego wyciągnięta. Nareszcie ściągnęli mi materiał z głowy. Znajdowałam się j jakieś opuszczonej fabryce.  Dopiero teraz zobaczyłam, że mam pistolet przystawiony do głowy. Usłyszałam strzał i upadłam na ziemię ...

                                                                   ***

Obudziłam się z krzykiem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam na szczęście w moim czerwono-białym pokoju. Dopiero teraz sprawdziłam, która godzina. Dochodziła 7:00, dlatego postanowiłam wstać i się uszykować do szkoły. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i włosy. Poszłam do mojego pokoju i wybrałam ubrania:
 s gfcxbmk
I założyłam je na siebie. Zrobiłam tradycyjnie delikatny makijaż. Włosy wysuszyłam i związałam w luźnego warkocza na bok. Zeszłam na śniadanie. O dziwo moi rodzice byli. Porozmawiałam z nimi chwilę. Dowiedziałam się, że wyjeżdżają na tydzień do Polski. Jupii... chata wolna! Z tą myślą wyszłam do szkoły. Byłam tam po dziesięciu minutach. Zauważyłam moją ,,przyjaciółkę”, która stała razem z Louisem, plastikiem,  Abbie i Jamesem. Byłam zła z widoku szatyna. Niby nigdy nie ruszały mnie osoby, które zostały postrzelone przez gang, ale teraz było inaczej. Wydawałoby się, że byli idealną parą. Kochali się, to znaczy ona go kochała, on jej nie. Moje rozmyślania skończyły się gdy przeszłam do grupki znajomych. Przywitałam się z nimi. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Gdy zadzwonił dzwonek poszliśmy na lekcje. Dziś bardzo szybko zleciały mi lekcje i nim się obejrzałem już byłam w domu. Zjadłam pizzę i usiadłam przed telewizorem, w między czasie włączając mojego tableta. Oglądałam jakieś nudne serialiki i serwowałam po facebooku. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zdziwiłam się, że ktoś postanowił mnie odwiedzić, ponieważ z nikim się nie umawiałam. Leniwie doczłapałam się do drzwi i je otworzyłam. W progu stała Lara. Zdziwiła mnie jej wizyta, ale przypomniało mi się, że od wczoraj nie odbieram od nich telefonów. Zapytała mnie czy może wejść. Naturalnie się zgodziłam i już po chwili byłyśmy w salonie. Usiadłyśmy wygodnie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać:
- Coś się stało? - zapytała spoglądając na mnie niepewnie.
- Właściwie to tak...- powiedziałam- Chodzi mi o śmierć Cary...
- No i ? - zapytała- Co w tym dziwnego?- czasami jej bezduszność mnie dobija.
- Boże!  Ty nigdy nic nie rozumiesz!
- No to o co ci chodzi?  O to jak ją zabił czy co? - nareszcie coś zrozumiała.
- No nareszcie coś skumałaś!
- Chodzi ci o to,  że my nic nie robiliśmy jak ona zabijał? - w tym momencie upiła łyk soku że szklanki.
- Yhym...- pewnie zaraz zacznie prawić mi morały, że skoro jestem w gangu to powinnam się do tego przyzwyczaić itp.
- Muszę ci się przyznać, że też nie chciałam, tego widzieć itp., ale Zayn powiedział, że mam przy tym być, bo jestem bandytą i muszę być na to odporna. Więc musiałam to wiedzieć…- wytłumaczyła, a ją się uśmiechnęłam. Postanowiłyśmy iść do parku na lody. Tak na poprawę humorków. Pobiegłam szybko do mojego pokoju się przebrać w coś luźnego. Wybrałam to: 
/b///rftf/////
I zeszłam na dół do Lary.  Wyszliśmy z domu i pokierowałyśmy się do parku. Chodziłyśmy po nim. Potem kupiliśmy sobie lody. Ja o smaku Kinder, a Lara czekoladowe. Jadłyśmy ze smakiem. Nagle zadzwonił Lary telefon. Jak się okazało był, to Zayn. Miałyśmy do nich iść, ponieważ. urządzają wieczór filmowy. Powolnym krokiem skierowałyśmy się do ich domu. Po dwudziestu minutach w  końcu dotarłyśmy. Weszłyśmy do salonu i ujrzałyśmy chłopaków rozłożonych na fotelach i kanapach. Był też Louis. Przywitałyśmy się z nimi i usiadłyśmy pomiędzy nimi. Postanowiliśmy oglądać ,, Kiedy dzwoni nieznajomy". Po filmie opowiedzieli mi jak to po ostatniej imprezie Nath wypędził jakąś panienkę z domu. Śmiechu było co niemiara. Około 23:00 wróciłam do domu i od razu zasnęłam na kanapie.
                                                                   ***
Kolejnego dnia obudziłam się wyspana. Nie wierzę w to!  Żebym ja Rose Jonhns- największy śpioch jest wyspany o 7:00 rano. Zadowolona z mojego osiągnięcia poszłam do łazienki się odświeżyć. Po wyjściu poszłam do garderoby i wybrałam ten zestaw:
Błękit nieba
Poszłam sobie zrobić sobie coś do zjedzenia. Zrobiłam sobie lekką, owocową  sałatkę z jogurtem naturalnym. Najedzona wzięłam torbę leżąca na stole i wyszłam z domu. Pokierowałam się w stronę budynku szkoły. Byłam tam po piętnastu minutach. No, dzisiaj coś mi się długo szło. Dzisiaj nie zauważyłam Megi. Myślałam, że przyjdzie na jakąś inną lekcję. Nie pojawiła się niestety. Po siedmiu nudnych lekcjach w końcu wróciłam do domu. Zadzwoniłam do Natha. Umówiłam się z nimi na imprezę, ale tym razem ją pojadę  od razu  do klubu, a oni dojadą. Zadowolona zrobiłam sobie naleśniki i zaczęłam jeść przed telewizorem. Po zjedzonym posiłku odrobiłam zadania domowe. W między czasie przyszła do mnie Megi po lekcje, ponieważ nie mogła być dziś w szkole, dlatego że wyjeżdżała gdzieś że swoją mamą. W mgnieniu oka podałam jej je i odprowadziłam do jej domu. Po powrocie zaczęłam się szykować na imprezę. Wzięłam szybki prysznic, podczas którego umyłam starannie włosy. Potem zrobiłam  makijaż i wysuszyłam dokładnie moje blond kudły. Uczesałam je w wysokiego, dużego koka.  Następnie wybrałam ten zestaw:
c/vbn/hbgvc
Po ubraniu spojrzałam na zegarek. O kurwa, zeszło mi trochę. Jest 19:00. Pośpiesznie wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Pojechałam do klubu "Gruszka" . Gdy weszłam do środka zaczęłam się rozglądać za moimi znajomymi. Po chwili odnalazłam ich wzrokiem. Siedzieli oczywiście w miejscu dla vipów. Podeszłam do nich i przytuliłam na powitanie. Zamówili mi drinka. Gdy go spróbowałam, stwierdziłam, że jest zajebisty. I ten cudowny pomarańczowy kolor. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś szatyn. Był w miarę przystojny. Poprosił mnie do tańca. Już pi chwili wirowałam na parkiecie z tajemniczym szatynem. Nagle zadał mi pytanie:
- To ty jesteś ta dziewczyną z tego niebezpiecznego gangu?
- A co ciebie to obchodzi?  - zapytałam wrednie.
- Czyli jesteś...- odpowiedział pewnie.
 - A co ty masz do tego? - wściekłam się.
- No bo mówili, że jesteś znakomitym kierowcą i jesteś śliczna- powiedział z uśmiechem.
- Yhym... kto ci takich rzeczy na opowiadał?- spytałam.
- Kumpel- odpowiedział.
- Jaki?
-Nieważne, muszę już lecieć papa!- zniknął gdzieś w tłumie. Przeklęłam tylko pod nosem i wróciłam do stolika.
- I jak tam twój podrywacz? - zapytał rozbawiony Tom.
 -  Haha... ale śmieszne! - zaśmiałam się.

- Ejj, a tak a propos on wiedział, że ją jestem w gangu.- powiedziałam niepewnie.
- Ale jak to? - zapytał zdziwiony Zayn.
- No nie wiem, ale wiedział. Jak mu się spytałam skąd wie, to powiedział, że mu kumpel powiedział...- powiedziałam niepewnie.
- A zostawmy tą sprawę i chodźmy tańczyć! - krzyknęła napita Lara. Zaczęliśmy tańczyć. Około 4:00 nad ranem pojechaliśmy do domu gangu, gdzie zmęczeni położyliśmy się do swoich łóżek. Nie wiedzieliśmy o naszym "gościu", którego przyprowadził Nathan.
                                                         ***
Kolejnego dnia, gdy spojrzałam na zegarek to mnie zamurowano. Była już prawie 11:00.
-Spóźniłam się do szkoły!- była to pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy. Postanowiłam iść się ubrać i uczesać, ponieważ na pewno wyglądam jak widmo.  Poszłam do łazienki i umyłam twarz oraz zęby. Potem załatwiłam potrzebę fizjologiczną oraz wyprostowałam włosy. Potem pomalowałam rzęsy tuszem i ubrałam moje szare dresy oraz czarną koszulkę Toma, którą kiedyś mi pożyczył. Zadowolona z mojego wyglądu zeszłym na dół, do kuchni. Ujrzałam tam cały gang, łącznie z Lou i jakąś brunetką. Powiedziałam wszystkim "hej" . Nagle Tom krzyknął.
- Osz ty świnio,  to ty masz moją koszulkę!  Wiesz ile ja jej szukałem!
- Ojj kochanie wybacz mi!- krzyknęłam i go przytuliłam. Na ucho mu szepnęłam:
- I tak jej nie dostaniesz z powrotem. .. - odsunęłam się od niego i chytrze uśmiechnęłam. Tom tylko pokiwał śmieszne głową i spojrzał na resztę. Chichrali się z nas wszyscy oprócz dziewczyny. Moja ciekawość wzięła górę:
- Kto to jest? - spytałam.
- Nowa panienka Nathana.- odpowiedziała mi Lara.
- Acha?  - zdziwiłam się, ponieważ zawsze laski z nocy wygania z chaty.
- A ty co,  nie jesteś w szkole? - zapytał rozbawiony Tommo.
- Miałam ciebie o to samo zapytać! - odpowiedziałam wystawiając mu język.
- Oj nieładnie!  Chyba wam uwagi wstawię ! - krzyknął Zayn.
- Przecież ją jestem taka grzeczna!- zrobiłam smutną minkę. Nagle usłyszałam głos brunetki:
- Kochanie, odwieziesz mnie do domu? - zapytała, a ją nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem.  Wszyscy się na mnie spojrzeli i też zaczęli się śmiać. Damulka była rozkojarzona całą sytuacją. Po chwili odezwał się Nath:
- Chyba ciebie pojebało!  Wynocha z domu!  Wypierdalaj! - krzyknął. Dziewczyna poszła do drzwi wejściowych, otworzyła je, wyszła i mocno nimi trzasła. Zaczęliśmy jeść śniadanie. Po skończonym posiłku musiałam jechać do domu. Pożegnałam się że wszystkimi i odjechałam. W domu odrobinkę posprzątałam. Potem wyruszyłam do domu Megi po lekcje. Gdy mi je podała chwilkę porozmawiałyśmy i wróciłam do domu. Spakowałam torbę z książkami na jutro i zaczęłam oglądać ,,Titanica", który akurat leciał w telewizji. Gdy się skończył poszłam do łazienki, a potem spać!

                                                           ***

Piątek, jak ja kocham piątek. Po pierwsze, moje wyścigi, po drugie, weekend, po trzecie imprezy i wszystko co najlepsze. Zadowolona wyskoczyłam z mojego cieplutkiego łóżeczka i pomaszerowałam do łazienki. Szybki i zimny prysznic to było to. Potem umyłam starannie moje zęby i poszłam wybrać strój na dzisiejszy dzień.  Po długiej modlitwie przed szafą w końcu zdecydowałam się na to: 
/bhrn/SV///
Zjadłam szybko banana  i poszłam do szkoły. Lekcje minęły w miarę szybko. Do domu wróciłam po 12:00, dlatego że nie było nauczycielki od matematyki. Zjadłam zrobioną przeze mnie sałatkę grecką. Potem zrobiłam zadania domowe i wyszłam na facebooka, twittera i sama. Popisałam chwilkę że znajomymi i zaczęłam przygotowywać się do wyścigu. Wybrałam to: 
v/////////////
Zrobiłam mocny makijaż, a wpisy wyprostowałam. Wyszłam z domu i pokierowałam się w stronę mojego czerwonego lamborghini. Wsiadłam do niego i pojechałam do domu. Chłopacy poszli sprawdzić mój samochód, a ja w tym czasie razem z Larą oglądałyśmy filmy w telewizji. Po godzinie przyszli i powiedzieli, że możemy już jechać. Wsiedliśmy do aut i pojechaliśmy na miejsce wyścigu. Gdy wysiadłam z auta wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. No tak,  przecież jestem królową wyścigów.  Podpisałam kilka autografów i ruszyłam w stronę mojego przeciwnika. Był nim James McGuoned czyli człowiek, który jest zwykłym gównem w porównaniu do mnie. Po chwili sędzia krzyknął,  abyśmy wsiedli do aut. Po chwili zaczął obliczać... 3...2...1... START.! Nasze auta ruszyły.  Na początku dałam mu fory, ale potem przyspieszyłam, poprzez co zostawiłam po sobie tylko kurz. Na mecie byłam oczywiście pierwsza. Zadowolona z tego, że wygrałam pobiegłam do mojego gangu. Zaczęli mi składać gratulacje. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie cały czas obserwował. Zaczęłam się rozglądać, aż w końcu zauważyłam wysokiego, wytatuowanego chłopaka z burzą loków na głowie.  Zaczął kierować się w moja stronę.  Po chwili stał tuż obok mnie. Przywitał się z Louisem uściskiem przyjacielskim, jakby się znali od lat. Po chwili podszedł bliżej mnie i się odezwał:
- Ty, ja za tydzień wyścig wszechczasów. 
- Po pierwsze powiedz kim jesteś! - powiedziałam wrednie.
- Harry Styles- odezwał się, a mi kopara opadła. Przecież to jest znakomity kierowca i niebezpieczniejszy chłopak w Londynie.
- No nareszcie ktoś z kim mogę się zmierzyć- odpowiedziałam z uśmiechem.
- No to nara! - powiedział i puścił m oczko. Ja przewróciłam teatralnie oczami. W tym czasie Styles powiedział do Tomlinsona ,, To co niedługo się widzimy" . Szatyn odrzekł mu krótkie ,,tak"  i tak skończyła się ich rozmowa. Potem była impreza.  I tak cały weekend.


No i jest rozdział. Sory za opóźnienie, ale problemy techniczne :) 
Pozdrawiam!
M.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz